ARTICLES
IN OTHER LANGUAGES.
POLISH
Franz J.
T.
Lee,
VHeadline.com
Hugo Chįveza studia nad Trockim, rewolucją i emancypacją
Chįvez zakupił słynną książkę
Trockiego "Rewolucja
permanentna", i obecnie studiuje z zapałem nad jej zastosowaniem i
znamiennością. Niezależnie od powszechnie znanej teorii globalnej
rewolucji permanentnej Trockiego - ustanowienia socjalizmu w skali
świata, nie stalinowskiej wersji socjalizmu w jednym bloku, kraju czy
wyspie - dla Wenezueli dnia dzisiejszego szczególnie interesujące są
zapatrywania Trockiego na społeczny stosunek "przemocy" i "emancypacji"
w "Trzecim Świecie", w Ameryce Łacińskiej.
Wszędzie napotykamy przemoc, nie
wynaleźliśmy przemocy i
terroryzmu, urodziliśmy się w przemocy kapitalizmu, żyjemy i umieramy w
terroryzmie imperializmu, stanowią one nasz "chleb powszedni".
Przemoc alias terroryzm zdaje się być
procesem uniwersalnym,
zagrażającym samemu bytowi rodzaju ludzkiego. Każdy mówi o przemocy i
pokoju, niczym o dwóch formach dialektycznej jedności i sprzeczności
przeciwieństw. Lecz niewielu rozumie, co ta koncepcja dokładnie
oznacza. De facto, definicji przemocy jest tyle ile osób codziennie jej
doświadcza.
Jak w zgodzie z Frantzem Fanonem przez
całe życie dowodził Trocki, przeciwieństwem przemocy nie jest pokój,
lecz emancypacja.
Po napisaniu specjalnego wstępu do
Manifestu Komunistycznego Marksa
i Engelsa dla południowoafrykańskich towarzyszy, Lew Trocki wysłał 30
kwietnia 1933 r. list do Partii Robotniczej Afryki Południowej, tyczący
się narodowych i rolnych walk w Afryce Południowej.
Omawiając kwestię narodową,
nacjonalizm i perspektywy dla Czarnych
w postaci ustanowienia po zwycięskiej rewolucji politycznej odrębnego
państwa afrykańskiego, czy też Stanów Zjednoczonych Afryki Południowej,
stwierdził z naciskiem: "Niech uczynią to wolni, na podstawie ich
własnego doświadczenia, nie zmuszeni przez sjambok (bicz) białych
ciemiężycieli".
Dla nas, boliwarian, poczyniony przez
Trockiego kontrast jest
sprawą najwyższej wagi, gwałtowny sjambok białych ciemiężców vs.
arbitrium liberum ludowej emancypacji, wolnego dostępu, samostanowienia
autochtonicznych ludów afrykańskich, na podstawie ich własnego
doświadczenia, ich unikalnej rewolucyjnej praktyki-teorii.
Jako rewolucyjny socjalista naukowy,
który doświadczył politycznego
terroru i przemocy stalinizmu, Trocki dobrze wiedział, że w Afryce
Południowej i wszędzie indziej, w procesie historycznym globalnej walki
klasowej, ma miejsce nieubłagana, gwałtowna, dialektyczna bitwa między
reakcyjnymi siłami społecznymi przemocy i emancypacji. W permanentnej
rewolucji światowej to jedność i sprzeczność przeciwieństw, potężny
motor historii. Szczególnie tu w Wenezueli obserwujemy to przez
ostatnie sześć lat; codziennie ta konfrontacja klasowa nabiera mocy,
nasila się przemoc, zwiększa prędkość.
Jako rewolucyjny marksista Trocki, w
szczególności w swej
"Rewolucji permanentnej", analizował wieloaspektowe zjawiska społeczne,
w szczególności Rewolucję Październikową, i nieustannie podkreślał, że
w ramach rozwoju, w procesie rzeczy, osoby, rewolucjonisty, na początku
jej esencja jest niemal całkowicie zatopiona w jej szczególnej formie
przejawiania się. Generalnie, używając Arystotelesowskiej logiki
formalnej, ludzie skłaniają się do identyfikowania na zawsze jednego i
drugiego jako niepodzielnej całości. Raz "terrorysta", zawsze
"terrorysta". Z czasem rzecz "strząsa" swą pierwotną formę i przyjmuje
nowe formy przejawiania się.
Przykładowo, legalne zdobycie władzy
politycznej przez Rewolucję
Boliwariańską w 1998 r., oraz obecna rewolucja wewnątrz rewolucji,
demokratycznie poszerzająca jej siłę społeczną i ekonomiczną, to dwie
różne, dialektyczne strony tego samego procesu historycznego,
permanentnej rewolucji światowej, nie są jednak identyczne. De facto
mogą być zrozumiane jedynie w świetle dialektycznej teorii Trockiego o
równym, nierównym i kombinowanym rozwoju w skali światowej.
W przypadku Afryki Południowej, Trocki
uważnie rozróżnił w swym
liście przejawianie się Afryki Południowej światu, i białym, jako
Dominium, jak przedstawiały to globalne mass media, oraz jej esencję
kolonii niewolników, co Czarni w 1933 r. codziennie doświadczali w
walce klasowej.
W toku rozwoju, w historycznym ruchu,
materialna esencja i
społeczny przejaw rzeczy, jak oligarchicznej przemocy w Wenezueli, w
swym szczycie w 1992 r., dwie antagonistyczne siły społeczne zmieszały
się w czawezowskiej próbie obalenia "neoliberalnego barbarzyństwa", a
następnie "polityczny wakat siły", Heglowskie dialektyczne
"przeznaczenie" zapanowało nad politycznymi dinozaurami.
To coś, co w swej logicznoformalnej
mentalności pana i niewolnika,
oligarchowie, ich służalcy, CIA i Waszyngton nie mogą pojąć po dziś
dzień; i dlatego w ostatnich trzech latach trzy razy przegrali.
Dziś obserwujemy, jak skorumpowane
elementy i reakcyjni epigoni
Czwartej Republiki, razem z ich wycieńczoną konstytucją, która
odsłaniała ich gwałtownie przez ponad 40 lat, w swym samozadowoleniu
burżuja, wyzysku ekonomicznym, ucisku politycznym, masowym mordzie i
degradacji człowieka, odchodzą w zapomnienie, zmiażdżeni przez rosnącą
siłę obywateli, przez emancypacyjną walkę klasy robotniczej.
Pod presją społeczną rewolucyjnych sił
boliwariańskich Piątej
Republiki, reakcyjna esencja opozycji, jawna korupcja, mord, rozkład,
coraz bardziej i bardziej blednie.
Rzecz jasna usiłuje się zaadaptować,
lecz nie zapomina i nie może
odmienić swego niedemokratycznego bytu gadziny. Ciągle stara się
zmienić swe formy przejawiania się, nawet kryjąc się pod czerwonymi
sztandarami, lecz to wszystko na marne.
Jak dotąd Rewolucja Boliwariańska
czyni prawdziwe postępy. Gdy
globalna rewolucja permanentna w logiczny sposób osłabi światowy
korporacjonizm faszystowski, ta reakcyjna przemoc społeczna przeciw
Wenezueli, krajowa i zagraniczna, zacznie tracić na znaczeniu, aż
straci je całkowicie.
Warunkiem sine qua non jest rzecz
jasna permanentne
rewolucjonizowanie się przez nas samych, zgodnie z praktyką i teorią
Trockiego.
Trocki jasno stawiał sprawę stosunku
przemocy klasy panującej i
robotniczej emancypacji, tak w przypadku Afryki Południowej, jak reszty
Trzeciego Świata. Jak wyjaśniał w swym liście: "Zwycięska rewolucja
jest nie do pomyślenia bez przebudzenia się rdzennych mas; sama z kolei
da im, czego dziś im brakuje, wzniesioną świadomość osobistą, wzrost
kultury".
Bez względu na wszelkie trudności,
naturalne w życiu społecznym
kapitalizmu, dokładnie to czyni Rewolucja Boliwariańska w Wenezueli.
Budzi politycznie spauperyzowane masy;
po raz pierwszy w swym
życiu, wybrany przez nie rząd odnosi się do nich, wznosi ich ludzką
godność, daje im konkretne nadzieje, siłę ekonomiczną, wznosi ich
społeczną (klasową) świadomość, ich ludzką godność.
Dla tych właśnie powodów, miliony
pokochały Nowego Człowieka Che, a
on, jako rewolucjonista, pokochał ich. Większej miłości nie ma, niż
miłość męża czy niewiasty, poświęcającego/-ej swe życie swemu ludowi, i
vice versa. Tak czynił Trocki, tak czyniła Wenezuela 11-14 kwietnia
2002 r., tak zawsze czyni Chįvez.
Choć Trocki, tak jak Marks, Engels i
Lenin, przykładał wielką wagę
to rewolucyjnej teorii w obrębie praktyki politycznej (jak pisał Lenin:
"nie ma rewolucji społecznej bez teorii rewolucyjnej"), nie ma rozpraw
na temat teorii politycznej Marksa, książki kucharskiej z przepisami,
jak przyrządzić dialektykę, recepty, jak zrobić rewolucję społeczną,
ani konstytucji tyczącej dynamik społecznych.
Nasi rewolucyjni intelektualiści winni
odnotować, że Trocki zdawał
sobie sprawę z tego, że rewolucjoniści winni zacząć od konkretnej
rzeczywistości ich codziennego życia, i naukowo badając i analizując te
warunki przejść do abstrakcji, wzniesionej świadomości politycznej,
ufności w swą siłę.
I przez opanowanie tej rewolucyjnej
teorii, zdobytej praktycznym
rewolucyjnym doświadczeniem, raz jeszcze rewolucjoniści,
intelektualiści i robotnicy, przejdą do nowej, ciągle zmieniającej się
rzeczywistości Afryki Południowej i całej panoramy świata. W ten sposób
emancypacyjna walka robotnicza ostatecznie wzniesie się na wyższy
dialektyczny poziom: sama rewolucja zrewolucjonizuje się, zyska
emancypacyjną głębię, możliwa do zanalizowania na zasadzie
konkret-abstrakt, praktyka-teoria. Jest to dialektyczny, permanentny
proces rewolucyjny emancypacyjnej oscylacji między praktyką naukową a
teorią filozoficzną.
Nie trzeba podkreślać, że to
niesamowita esencja historyczna,
konkretna lekcja teorii rewolucji permanentnej Trockiego, dla Wenezueli
i Ameryki Łacińskiej, którą prezydent Chįvez niewątpliwie rozważy.
Choć Trocki podawał przykłady ze swego
rewolucyjnego doświadczenia,
szczególnie z Rewolucji Październikowej, nie uważał, by afrykańskie
masy miały reprodukować doświadczenia rosyjskie na Burzowym Przylądku.
Podkreślał, że nie jest dostatecznie zaznajomiony z warunkami
południowoafrykańskimi, i że masy Czarnych winny postępować w sposób
wolny, na podstawie ich własnego doświadczenia.
Właśnie na polu doświadczalnym, w
codziennej praktyce politycznej,
w radach ludowych, w demokracji uczestniczącej, konkretni robotnicy
Wenezueli muszą nauczyć się dialektyki, praw i kategorii logiki ruchu.
To wtedy ich "wzniesiona świadomość
osobista" (Trocki) staje się
świadomością społeczną (klasową), gdy ich abstrakcyjne refleksje zbliżą
się do konkretnej rzeczywistości, gdy pozbędą się mentalności
pan-niewolnik, religijnych fantazji, sloganów, zwyczajów, tradycji itd.
Tylko wtedy odnajdą swą drogę w labiryncie ideologii, zafałszowań,
racjonalizacji i kłamstw, będą umieć czytać między wierszami swe mass
media, opery mydlane i piosenki o "miłości" transmitowane przez
reakcyjne radiostacje.
Wtedy sięgną konkretnej totalności,
Heglowskiej całości, tylko
wtedy sięgną prawdy, a nic nie jest dla ciemiężonego, który szuka
emancypacji, tak przyciągające jak prawda, nie zaś mesjańskie
zbawienie.
Klasa panująca niczego nie boi się
bardziej niż prawdy. Siła
obywateli to prawda emancypacji. Ignorancja robotników to
błogosławieństwo dla burżujów.
Konkludując - z pamięcią dla
wszystkich dzielnych synów i córek,
jak Pulitti i Anderson poległych w afrykańskich, azjatyckich,
karaibskich, latynoskich walkach wyzwoleńczych w ciągu ostatnich 500
lat, stosowne będzie tu rzec o osobistym doświadczeniu przemocy
politycznej, jakie spotkało Trockiego, gdy zamordowano jego ukochanego
syna Lwa Siedowa.
Lwa Siedowa, syna Natalii Siedowej i
Trockiego, zamordowali w
paryskim szpitalu agenci stalinowskiego GPU. 20 lutego 1938 r., dwa
lata przed tym, jak międzynarodowa tajna policja Stalina zamordowała i
jego, Trocki napisał artykuł "Lew Siedow - syn, przyjaciel, bojownik".
Pozwolę sobie na obszerny cytat, by oddać boleść i miłość wielkiego
rewolucjonisty, stojącego twarzą w twarz z międzynarodową przemocą.
"Gdy piszę te wiersze, u boku matki
Lwa Hezjoda, z różnych krajów
napływają telegramy z kondolencjami. I każdemu z nas każdy telegram
przywołuje to samo trwożne pytanie: "Czy naprawdę nasi przyjaciele we
Francji, w Holandii, Anglii, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Afryce
Południowej, i tu w Meksyku pogodzili się, że już na zawsze nie ma
Siedowa?". Każdy telegram to nowy znak jego śmierci, ale dotąd nie
jesteśmy w stanie w to uwierzyć. I nie tylko dlatego, że to nasz syn,
prawdomówny, oddany, kochający, lecz nade wszystko dlatego, że jak nikt
inny na świecie stał się częścią naszego życia, spleciony z samymi jego
korzeniami, współmyślący z nami, współpracujący z nami, nasz strażnik,
powiernik, przyjaciel... Lew był z gruntu jasnym, uczciwym, czystym
człowiekiem. Mógł na każdym zabraniu klasy robotniczej opowiedzieć
historię swego życia - niestety, tak krótkiego - dzień po dniu, jak
pokrótce opowiedziałem je tutaj. Nie musiał niczego się wstydzić, nic
ukrywać. Szlachetna moralność to podstawowe wypaczenie jego
charakteru... Razem z naszym chłopcem umarło wszystko, co jeszcze
pozostawało w nas młode... Żegnaj, Lwie! Spisujemy twą niewypowiedzianą
pamięć młodemu pokoleniu robotników świata. Będziesz żyć prawdziwie w
sercach wszystkich pracujących, cierpiących, walczących o lepszy świat.
Rewolucyjna młodzieży wszystkich krajów! Przyjmijcie od nas pamięć o
Lwie, adoptujcie go jako swego syna...".
Niestety, rewolucyjna młodzież świata
wie dziś, ponad pół wieku
później, bardzo niewiele o Trockim, jego myśli i pracy, praktycznie nic
zaś o jego synu, jej adoptowanym bracie.
I tak staje się jasne, czemu
określenie przemoc nie może się
ograniczać go jego normalnej (czyli generalnie burżuazyjnej,
ideologicznej) konotacji, tylko do znaczenia fizycznego, moralnego,
psychologicznego, jako przeciwieństwo pokoju, pacyfizmu.
W ujęciu naukowym przemoc jest
bezpośrednim przeciwieństwem
emancypacji. Emancypacja walczy z przemocą, logiczne zatem, że ta
permanentna "wojna klasowa" (Lula) nie może być pacyfistyczna,
pojednawcza, partycypacyjna. To winien wiedzieć, musi wiedzieć
uzbrojony suweren rewolucji. Trocki nauczył nas, że emancypacja nadaje
przemocy jej esencjonalną, prawdziwą, rzeczywistą konotację.
Tłumaczenie: Paweł Michał Bartolik.
http://209.85.173.104/search?q=cache:SS5eOENWGUMJ:palestyna.com.
pl/latino/index.php%3FID%3Dnews%26news%3D00059.info+
FFranz+J+T+Lee&hl=en&ct=clnk&cd=315.
******
Franz J. T.
Lee,
VHeadline.com
Atak na Rewolucję Boliwariańską: Czemu właśnie dziś prezydentowi
Hugo Chįvezowi pilnie potrzeba naszej bezwarunkowej międzynarodowej
solidarności?
Logika
formalna, funkcjonująca przez minione wieki jako
główny instrument intelektualny ideologii i dominacji klasy panującej,
bezustannie tnąc żywotną, delikatną i cienką pępowinę podtrzymującą na
ziemi naturę obiektywną i przedmiot społeczeństwa, wygenerowała
absolutne prawdy religijne, rozerwała stosunki transhistoryczne,
przekreśliła sprzeczności dialektyczne i utkała galaktykę gigantycznych
kłamstw, labirynt statycznych systemów wierzeń.
Ten
proces alienacyjny trwa po dziś dzień, a w Wenezueli codziennie
staje się fatalniejszy niż kiedykolwiek. Od kołyski aż po grób, w skali
całego świata, mierzymy się ze śmiercionośnymi efektami jego
zastosowania. Jako fortel ideologiczno-religijny, nadworna dziwka
formacji społecznych pan-sługa, nieubłaganie niszczy tkankę i naczynia
społeczne, zatem myślenie i myśl, praktykę i teorię, zdolności
intelektualne i potencjał filozoficzny, mówiąc krótko, twórczość i
emancypację.
Dzięki
swemu trzeciemu prawu: nic nie może być ani A, ani nie-A,
hamuje wszelką ludzką transcendencję, trójcę emancypacyjną. Całe
millennia stanowiła i stanowi broń intelektualną klas panujących,
dającą możliwość masowej indoktrynacji, manipulacji i zniszczenia,
stanowiących warunek sine
qua non
rozprzestrzeniania na
planecie idei panujących, religijnego idealizmu i idealistycznych
religii. Geocentryczna logika formalna zrodziła Molocha Wieków
Ciemnych, rozpaliła piece krematoryjne globalnego holokaustu umysłu,
dziś zaś, jako Orwellowska Nowomowa, wznieca pożar w globalnym buszu,
by wytępić to, co w systemie słonecznym stanowi differentia
specifica
ludzkości: samo myślenie praktyczne i myśl teoretyczną.
Kolejny
raz, z pełną siłą, potworny, szalejący na całym świecie
pożar dzikiego buszu zagraża dziś Wenezueli - Rewolucji Boliwariańskiej
i prezydentowi Hugo Chįvezowi. Jako "światowa wojna o idee", o ludzkie
myślenie i myśl, uderza w młodzież rewolucyjną - studentów
wenezuelskich usiłuje wykorzystać, by szczuli do puczu, jako mięso
armatnie globalnych machinacji faszystowskich. W totalnym szaleństwie
pragnąc "dominacji na całej linii", jankescy puczyści objawiając się w
różnych formach niczym diabły monopolizują międzynarodową "informację"
o Wenezueli, tropią zdobycz po całej planecie. Ich niebezpieczne i
kłamliwe podszepty słychać w Miami i Waszyngtonie; wstrzykują
strychninę ideologiczną od Toronto po Londyn; gazują Zyklonem B Berlin
i Paryż; organizują auto-da-fé od
Białego Domu po Watykan; rozrzucają ścierwo Nowomowy od CNN po Fox
News; przeżuwają dawno przeżutą mowę-trawę od Miami
Herald po Toronto
Star;
pielęgnują śmieciane "prawdy absolutne" od El
Nacional po El
Universal; żywią
rzygowiną obskurantyzmu od Globovision po Omnivisión; piszą scenariusze
parafiańskich skeczy od La
Frontera po El
Nuevo Paķs;
pieczętują swą megalomanię diatrybami od La Razón po Cambio
del Siglo.
Puczystowski
smród śmierci, zwany "newsem" i "informacją",
"wolnością prasy" i "wolnością wypowiedzi", rozprzestrzenia się
wszędzie na świecie - wszędzie ta sama Orwellowska historyjka:
Chįvez-to-dyktator, wolność-to-niewola, wojna-to-pokój, 2+2=5, zaś
puczyści - "opozycjoniści" - to aniołki demokracji, broniące
zachodniej, chrześcijańskiej "wolności wypowiedzi".
W
Wenezueli obiektywnie ma miejsce zaciekła walka klasowa,
integralna część gwałtownej międzynarodowej "wojny klasowej". W
Wenezueli zaczęła się rewolucja społeczna, lecz nie dobiegła końca, tak
jak niegdyś Rewolucja Francuska. Zbliżamy się do punktu krytycznego:
emancypacja teraz albo nigdy.
Podmiotowo
lud wenezuelski jest upolityczniony jak żaden inny w
skali świata, lecz zalążkowa świadomość polityczna to jeszcze nie
dojrzała świadomość klasowa, jeszcze nie praktyka i teoria emancypacji
proletariatu.
En
masse, mimo
paru nadzwyczajnych wyjątków, studenci
wenezuelscy nie wybudzili się jeszcze z dekady głębokiego teoretycznego
snu szczęśliwego i wesołego triumfalizmu praktycznego, by nagle
zrozumieć swą powinność historyczną stworzenia emancypacyjnej praktyki
i teorii, odrzucając mentalność drobnej burżuazji, klasy średniej,
maszerując ramię w ramię ze zbiedniałymi robotnikami i chłopami Ameryki
Łacińskiej, napędzani bojowym optymizmem. Dokładnie przeciwny przykład
spisków na uniwersytetach, kierowanych przez CIA i monsignora
Balthazara Porrasa, na zasadzie dialektycznej wkrótce postawi na
porządku dnia budzącą się świadomość klasową i zapewne wręcz walkę
klasową w Wenezueli i Ameryce Łacińskiej.
Dokonanie
transhistorycznego przeskoku od rewolucji burżuazyjnej do
emancypacji socjalistycznej, ostatecznie przekroczenie Rubikonu,
ucieczka od kapitalistycznej, imperialistycznej, korporacyjnej nędzy,
nie pojawi się jeszcze na porządku dnia. Warunkiem jest dopełnienie
zadań burżuazyjnej, demokratycznej, kapitalistycznej rewolucji w
kulturowej nadbudowie Wenezueli, zniesienie prywatnej własności środków
produkcji, totalne
rozsadzenie
wyobcowującej i wyobcowanej
pracy w czynie i myśli, procesu pracy, przewrotnych stosunków
mistrz-sługa między Naturą a Społeczeństwem, tj. "Ora et Labora", pracy
za "boże błogosławieństwo".
Emancypacja
człowieka to nie tylko rozdział kościoła i państwa, to
całkowite ich zniesienie. Stawką jest Nowy Człowiek: ani kapitalista
ani socjalista, ani imperialista ani komunista; trójca ludzka, która
nie wierzy w bogów i aniołów, lecz zadba i uchroni życie ludzkie, która
pójdzie ku wyżynom, która nie klęknie przed obliczem papieży i
rzeźników.
W
ludzkiej transcendencji chodzi o natura
naturata i natura
naturans,
twórczą i tworzącą naturę, w emancypacyjnym związku z humanistycznym
społeczeństwem, mającym jaja i odwagę by iść ku nowemu, rozsadzić
ograniczenia logiki formalnej, kontroli umysłu i myśli, obecne piece
krematoryjne umysłowego holokaustu. Jest on najpotworniejszą zbrodnią
historyczną kiedykolwiek popełnioną przeciw rodzajowi ludzkiemu przez
uciskających, represyjnych, przygniatających i likwidujących (oppressive,
repressive, depressive and suppressive)
władców i dyktatorów, wśród których znaleźć można współczesnych
wenezuelskich puczystów.
Marks
dawno temu wyjaśnił, że aby teoria rewolucyjna stała się
prawdziwym orężem praktycznym walki klasowej - niezwyciężalną
materialną siłą emancypacyjną - najpierw musi ogarnąć rzeczywiste
ludzkie wyobrażenia mas pracujących. Zatęchła ideologia i religia, oraz
nieczysta praktyka, oparta o gigantyczne kłamstwa, mity i legendy
kolonializmu, pcha masy w ramiona cuchnących siarką diabłów. Obecni
lokaje CIA nie uwiedli wenezuelskich mas pracujących, lecz w skali
narodowej zbyt wielu studentów i profesorów napiło się ich dolarowej
cykuty, okpiono ich kompletnie, nie mają najbardziej bladego pojęcia,
co naprawdę robią, więc bezwiednie przecierają krwawy szlak ku
dziesięcioleciom wojny domowej i dyktatury faszystowskiej.
Czemu
prezydent Hugo Chįvez tu i teraz potrzebuje naszej bezwarunkowej
międzynarodowej solidarności?
Rewolucji
Boliwariańskiej grozi poważne niebezpieczeństwo.
Dzisiejsza sytuacja jest równie delikatna i krytyczna jak w latach 2002
i 2003.
Odpowiedź
jest bardzo prosta. Upadek Chįveza to upadek nas
wszystkich w ponurą nazistowską noc długich noży, w możliwość
nuklearnej ery mroku, która pozostawi opłakaną, martwą planetę,
wieczysty grób, galaktyczne świadectwo ignorancji, arogancji i
zbrodniczości tego, który był kiedyś nazywanym świadomą "Koroną
Stworzenia".
Tłumaczenie:
Paweł Michał Bartolik.
http://209.85.173.104/search?q=cache:xFRQvHxV72UJ:palestyna.com.pl/latino/index.php%3FID%
3Dnews%26news%3D00118.info+FFranz+J+T+Lee&hl=en&ct=clnk&cd=195
HOME